Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żaru wieku, bo umierasz w dobie piękności. I ciebie uwiecznię w pieśni i obdarzę cię błogosławieństwem!
Powstał, uszczknął z krzaka kiść kwitnącą i poniósł ją w ręce. Wszakoż gdy w dzień ów wracał do dom, z twarzą zasępioną i zgarbiony w plecach, znać było już w nim starca złamanego wiekiem.
Gdy dotarł do swego schroniska, nikogo w niem nie zastał, przeto wszedł do środka i czas jakiś leżał na barłogu, jak to zwykł był czynić, gdy zamierzał ułożyć czy to wiersz pochwalny czy klątwę. Nie czynił tego jednak bardzo długo, gdyż miał w sobie natchnienie wieszczów-klątewników. Zaś kiedy się z tem uporał, jął się głowić nad tem, w jakiby sposób to rozesłać po całej okolicy.
Niebawem zaczęli po jednemu schodzić się doń uczniacy, by się dowiedzieć, czy będzie dziś nauka. Hanrahan powstał i usiadł na ławce koło watry, a oni stanęli wiankiem koło niego.
Myśleli, że dobędzie Wirgiljusza lub mszał albo i abecadlnik, lecz wbrew ich oczekiwaniom podniósł w górę gałązkę tarniny, którą wciąż jeszcze miał w ręce.
— Dziatki — przemówił — oto nowa lekcja, jaką dziś mieć będziemy… Wy same i ludzie urodziwi na tym świecie jesteście podobni temu

44