Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jeżeli pójdziesz z nim, zajdziesz nie w Krainę Młodości, lecz do Mayo pośród błot.
Oona spojrzała nań, jakby chcąc go zapytać, lecz on uniósł jej rękę w swej ręce i zawołał półśpiewem:
— Ta kraina jest bardzo niedaleko od nas, jest w każdej stronie; może się znajdować na gołoborzu za nami, a może w głębi lasów.
I rzekł głosem donośnym i dźwięcznym:
— W głębi borów... o, w głębi borów śmierć nigdy nas nie znajdzie! Czy chcesz iść tam ze mną, Oono?
Właśnie gdy te słowa wymawiał, dwie stare baby wyszły za drzwi; jedna z nich była to matka Oony, która mówiła głosem przeraźliwym:
— On rzucił urok na Oonę. Czy nie mogłybyśmy zwołać chłopów, żeby go wygnali precz z chałupy?
— Żadną miarą uczynić tego nie można, — rzekła druga baba, — bo on jest pieśniarzem gaelickim, a sami dobrze wiecie, kumo, że pieśniarza gaelickiego nie można wyżenąć z domu. Rzuciłby on na was klątwę, która jeżeli będzie wisiała w powietrzu przez lat siedem, wypali zboże na polach i odbierze do krzty krowom mleko.

27