Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


razu w czasie swej włóczęgi po Slieve Echtge, a słowa jej dadzą się przełożyć na nasz język mniej więcej następująco:

Stara, koścista dłoń śmierci
O, nigdy nas tam nie zdybie
W krainie górnej, uroczej,
W miłosnych czarów siedzibie,
Gdzie drzewa rodzą owoce
I kwiaty — jako rok długi,
Gdzie rzeki, płynąc, unoszą
Miodowe i piwne strugi.
W srebrzystym i złotym gaju
Gra starzec — kobzę nadyma;
Pląsają roje królewien
Z modremi, jak lód, oczyma.

Podczas gdy to śpiewał, Oona przysunęła się bliżej do niego; krew zbiegła z jej lica, a oczy nie były już niebieskie, lecz zamglone łzami, które z nich wyciekały. Ktokolwiekby ją obaczył, pomyślałby sobie, że jest gotowa pójść za nim zawsze i wszędzie — choćby na koniec świata.
Lecz jeden z młodzieży zawołał:
— Kędyż jest owa kraina, o której on śpiewa? Zastanów się, Oono, to droga daleka, może długo iść będziesz, nim dotrzesz do tego miejsca.
A inny rzekł:

26