Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podstawie laski trzymanej w ręce lub ptaka fruwającego nad głową. Niebawem stopy śmiertelne tańczyły naprzemian z białemi stopami nieśmiertelnych, a w oczach niespokojnych, które spoglądały w niezmącone oczy widmowe, widziałem połysk krańcowej tęsknoty, jakgdyby każdy z tych ludzi odnalazł nareszcie po długiej tułaczce straconą kochankę dni młodych.
Czasami, lecz tylko na chwilę, widziałem nikłą samotną postać z zasłoniętą twarzą i z bladem łuczywem w ręku, polatującą między tancerzami, lecz podobną do snu we śnie lub do cienia innych cieni. Dzięki jakiejś świadomości, płynącej z głębszego źródła niż myśl, poznałem, iż był to sam Eros, a twarz miał zakrytą dlatego, że żaden mężczyzna ni kobieta od początku świata nie poznali, co to jest miłość, ani nie spojrzeli w jego oczy, gdyż Eros sam tylko jeden z pośród bóstw jest wyłącznie duchem i ukrywa się w namiętnościach nieswojej istoty, ilekrość chce obcować z sercem człowieczem. Przeto jeżeli człowiek kocha szlachetnie, tedy poznaje miłość przez nieograniczone współczucie, niewymowną ufność i wiekuistą sympatję; jeżeli zaś kocha nieszlachetnie, poznaje ją przez gwałtowną zazdrość, nagłą nienawiść i nieukojoną pożądliwość; atoli niezasłoniętej miłości nie pozna nigdy...

217