Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gdyż zanim miało się dokonać moje utajemniczenie, miałem po trzykroć wystąpić w tańcu magicznym; albowiem rytm jest kołem Wieczności, na którem łamie się jedynie to co przygodne i przemijające, a duch się wyzwala. Przekonałem się, że figury tańca, które były dość proste, przypominały pewne starożytne tańce greckie, ponieważ zaś w młodości byłem dobrym tancerzem i celowałem w wielu dziwacznych pląsach gaelickich, więc też łatwo się ich nauczyłem. Następnie przyodział siebie i mnie w strój przypominający kształtem ubiory poczęści greckie, poczęści egipskie, lecz mający żywszą, niejako namiętną, barwę szkarłatną; potem wetknąwszy mi w ręce małą bronzową kadzielnicę bez łańcuszka, wyrobioną przez jakiegoś nowożytnego rzemieślnika nakształt róży, kazał mi otworzyć małe drzwiczki, znajdujące się naprzeciwko tych drzwi, przez które wszedłem poprzednio. Położyłem rękę na klamce, lecz w tejże chwili dym kadzidła, zapewne wspomagany jego tajemniczemi gusłami, sprawił iż zapadłem znów w senne majaczenia, w których zdawało mi się, że jestem maską, leżącą na ladzie małego sklepiku na Wschodzie. Wiele osób o oczach tak jasnych i spokojnych, że poznałem w nich kogoś większego nad ludzi, wchodziło do tego kramiku i przy-

213