Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nące i biadał, i Fausta, który szukał ich po całym świecie i nie mógł znaleźć; pod władzę wszystkich tych nieprzeliczonych bóstw, które wzięły na się uduchowione ciała w umysłach nowoczesnych poetów i romansopisarzy, oraz pod władzę prastarych bóstw, które od czasów renesansu odzyskały w całej pełni dawną swą część oprócz ofiar z ptaków i ryb, świetności wieńców i dymu kadzideł. Wielu mniema, że to ludzkość stworzyła te bóstwa i że może je unicestwić; lecz my którzyśmy widzieli je przechodzące w szczękających zbroicach i w miękkich szatach i słyszeliśmy ich mówiących głosem wyraźnym, gdyśmy spoczywali we śnie, podobnym do śmierci, wiemy, że one to właśnie zawsze stwarzają i niweczą ludzkość, która w rzeczywistości nie jest niczem, jak tylko poruszeniem ich warg.
Urwał i zaczął się przechadzać tam i nazad. W mym śnie na jawie przeistoczył się w czółenko tkackie, dziergające ogromną czerwienną tkaninę, której zwoje poczęły przesłaniać pokój. Sam zaś pokój stawał się jakoś niewytłumaczenie cichy, jakgdyby wszystko zeń uciekło hen na koniec świata oprócz tkaniny i przędziwa.
Oni do nas przybyli; oni do nas przybyli — podjął znów głos, — wszyscy, którzy pojawiali się kiedykolwiek w twych marzeniach, wszyscy,

196