Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Wnetże więc Costello dosiadł konia i Duallach usadowił się na swym stępaku, lecz gdy już ujechali kęs drogi, Costello ściągnął wodze i zatrzymał rumaka. Upłynęło chwil mało-wiele, wtem Duallach krzyknął:
— Nie dziwota, że boisz się obrazić Dermotta z Owczego! Ma-ci on wielu braci i przyjaciół, a choć stary, ale jary i krzepki w garści, ponadto zaś należy do stronników królowej i wrogowie Gaelu trzymają z nim zajedno!
Na to Costello odparł, rumieniąc się i pozierając w stronę domostwa.
— Przysięgam na Matkę Przenajświętszą, że nie powrócę tu nigdy, jeżeli nie poślą po mnie, zanim przejadę bród na Brunatnej Rzece! — i ruszył w dalszą drogę, lecz tak powoli, że i słońce zaszło i nietoperze poczęły przelatywać nad oparzeliskami, a on wciąż jeszcze jechał noga za nogą. Gdy dobił do rzeki, zmitrężył chwilkę czasu na ławicy piaskowej pośród kwiecia kosaćców, potem nagle wjechał w wodę i zatrzymał konia na mieliźnie, pianą obryzganej. Tymczasem Duallach przeprawił się i czekał już na wydmie nad odmętem przy brzegu przeciwnym. Po dłuższej chwili Duallach krzyknął znowu, tym razem bardzo cierpkim głosem:
— Głupcem był, który cię spłodził i głupia

173