Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a od środka ziemi aż po bramy niebieskie panowało ogromne milczenie; orzeł ważył się na nieruchomych skrzydłach w białem przestworzu, a ryba na nieruchomych płetwach w pomrocznej toni, makolągwy, mysikróliki i wróbelki pośród ciężkich gałęzi uciszyły wiecznie szczebiotliwe języczki; obłoki stężały jako biały marmur, rzeki stanęły jako gładkie zwierciadła, a raczki-szkraby kędyś na snadziznach i łachach nadmorskich jeszczeby chciały wiecznie trwać w cierpliwości, choć im to było trudno...
Gdy wymieniał te stworzenia, był jako król, wyliczający swych podwładnych.
— ...Lecz wasze kończyste rylce wciąż jeno: zgrzyt! zgrzyt! skrobiąc po klepkach dębowych, a głos ten, mącący ciszę powszechną, przejął gniewem aniołów. O, cherlawe wy płonki, zwarzone zimą, co nie zbudzicie się do życia mimo że nad wami lato przechodzi tysiącznemi stopy! O ludzie, nie biorący udziału w miłości ni w pieśni, ni w mądrości, lecz przebywający w mrokach pamięci, gdzie nie poruszą was stopy aniołów, przechodzących nad waszemi głowami, ani nie otrą się o was włosy biesów, przechodzących pod nogami waszemi! Rzucam na was klątwę i dla przykładu przemienię was na wieki wieków; staniecie się czaplami, będziecie stawali w zadumie

141