Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Starcy z przedświtu.

Niedaleko Przylądka Topielca, koło Rosses, w tem miejscu, gdzie opuszczony dom retmański spogląda na morze dwoma oknami, niby oczyma, stała w zeszłem stuleciu brudna chałupa. Była ona również strażnicą, ponieważ mieszkał tam niejaki Michał Bruen, starzec, który w swoim czasie był przemytnikiem, a obecnie był ojcem i dziadkiem przemytników, jego zaś obowiązek polegał na tem, by za nadejściem nocy, gdy wysmukły skuner pokryjomu przerzynał zatokę od strony Roughley, zapalić rogową latarnię w oknie południowem, żeby wiadomości ze świata mogły się przedostawać na Wyspę Dorrena, a stąd przy świetle drugiej latami rogowej, do sioła Rosses. Oprócz tego przyświecania statkom i posyłkom niewiele miał styczności z ludźmi, gdyż był stary i nie myślał o niczem jak tylko kajaniu swej duszy u stóp hiszpańskiego krucyfiksu, wyrzezanego z dębiny, który wisiał przy kominku, lub

135