Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


by ten ptak drapieżny na tronie mógł spokojnie spać w nocy.
Na to odrzekł cichy, dźwięczny głos — tak znajomy królowi i tak ukochany!....
— Moje włosy nie są tak piękne jak twoje, a teraz, gdym wyjęła pióra z twych włosów, będę przebierała w nich palcami i gładzić je wciąż...o wciąż! bo one nie rzucają na me serce cienia strachu i pomroki.
Król naraz przypomniał sobie różne szczegóły, nawpół zapomniane i niepojętę, zagadkowe słowa pieśniarzy i prawodawców, przeróżne wątpliwości, w których się zagłębiał, oraz nieustanne własne osamotnienie. Drżącym głosem przywołał kochanków; wybiegli z pomiędzy wiklin 1 rzucili mu się do nóg, błagając o przebaczenie. On wydarł pióra z włosów księżniczki i nie mówiąc słowa, skierował się w stronę zamku. Wkroczył do wietnej komnaty i zebrawszy gędźbiarzy i prawników dokoła siebie, stanął na podwyższeniu i ozwał się głosem donośnym i wyraźnym.
— Stróżowie prawa, czemuście kazali mi zgrzeszyć przeciwko prawom Erinu? Układacze pieśni, czemuście mi kazali grzeszyć przeciwko tajemnicom mądrości? wszak prawa zostały ustanowione przez ludzi dla dobra ludzi, lecz mądrość stworzyli bogowie i żaden człowiek nie może żyć

114