Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w jej blasku, bo i ona i grad i ulewy i pioruny idą drogą, która jest niedostępną i zabójcza dla ludzi śmiertelnych! Prawodawcy i pieśniarze, żyjcie zgodnie z waszemi upodobaniami i powołajcie Eochę Popędliwego, by władał nad wami, gdyż ja wyruszam, by odnaleźć swych pobratymów.
Rzekłszy to zstąpił pomiędzy nich, wyrwał z włosów jednego, a następnie drugiego pęk piór siwego jastrzębia i rozsypawszy je po wyściełanej podłodze, wyszedł z grodziszcza. Nikt nie odważył się pójść w jego ślady, gdyż oczy mu błyszczały, niby ślepia ptaka drapieżnego; odtąd też nikt go już nigdy nic obaczył, ani nie usłyszał jego głosu. Niektórzy przypuszczali, że zamieszkał na wieki pośród złych duchów, inni zasię utrzymywali, że przebywał odtąd pomiędzy czarnemi i strasznemi boginkami, co przez noc całą wysiadują nad bajorami w ostępach, przyglądając się gwiazdom wschodzącym i zachodącym w tych odludnych toniach zwierciadlanych.

∗             ∗



115