Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rastać szare pióra jastrzębie, a choć piastunka wycinała je ciągle, to niebawem odrastały w jeszcze większej liczbie. Nie byłoby to rzeczą wielkiej wagi, gdyż podówczas łatwo było o cudy i dziwa, gdyby nie odwieczne prawo Erinu, że nikt, kto miałby jakąkolwiek skazę na ciele, nie może zasiadać na tronie; ponieważ zaś siwy jastrząb był dzikim latawcem, co nigdy nie zasiadł do stołu, ani też nie słuchał pieśni gędźbiarzy przy blasku ogniska, tedy dziecka, w którego czuprynce wyrastały jego pióra, niepodobna było uważać za nic innego, jak za rzecz skażoną i zepsutą; ludziska nie umieli, pomimo podziwu dla rosnącej w nim mądrości, pozbyć się jakiejś grozy, jakoby to nie było sprawą ludzkiej krwi. Bądź co bądź wszyscy się na to zgodzili, że on ma panować, gdyż we znaki im się dała głupota królów oraz własne niesnaski, a ponadto pragnęli obaczyć jego rządy; to też powszechnie się obawiano, by jego wielka mądrość nie skłoniła go do uległości ustawom i powołania na swoje miejsce kogoś, kto miał tylko przeciętny rozsądek.
Gdy chłopię miało już siedem lat, najstarszy gęślarz zwołał gęślarzy i prawników na wiec, na którym rozważano i przemyślano wszystkie te okoliczności. Królewicz już był zauważył, że wszyscy z jego otoczenia mieli tylko włosy; a

109