Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zostałe poznikały w milczeniu jedna za drugą; przez cały ten czas dziecię nie otworzyło swych oczątek, ani ognisko nie przestało hasać, gdyż jedno było za głupiutkie, a drugie za wesołe, by mogło zrozumieć, jakie potężne istoty schylały się nad kolebką.
Gdy baby odeszły, mamka zdobyła się na odwagę i pobiegła do zamku Króla Jegomości; wpadłszy do radnej samborzy, jęła wołać, że Sidhe pochylały się tej nocy nad dzieckiem, niewiedzieć czy w dobrych czy złych zamiarach. Król, jego piewcy, prawnicy, łowczowie, kucharze i najlepsi wojownicy poszli z nią do chaty i zebrali się dokoła kolebki, czyniąc wrzawę, jak sroki; dziecko usiadło i spojrzało na nich.
Upłynęły dwa lata, a król zginął, walcząc z Fer Bolgiem; w imieniu chłopięcia rządzili krajem pieśniarze i prawnicy, lecz snadź widzieli, że on sam stanie się niezadługo ich panem, bo nikt nie widział dziecka tak mądrego, a gadki o jego ustawicznych zapytaniach, tyczących się władzy bogów i urządzenia świata, rozpowszechniały się po wiklinowych chatkach nędzarzy. Wszystko było pięknie i ładnie, gdyby nie jedna rzecz, co poczęła niepokoić wszystkich, nadewszystko niewiasty, które plotkowały o tem bez ustanku. We włosach chłopięcia zaczęły wy-

108