Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pochodzę z krainy dalekiej i byłem jednym z Rycerzy św. Jana — mówił starzec; — lecz byłem w Zakonie jednym z tych, co zawsze rwali się do najtrudniejszych przedsięwzięć w służbie Najwyższego. Kiedyś przybył do nas pewien rycerz z Palestyny, któremu sam Bóg objawił najwyższą prawdę. Widział on był wielką Różę Ognistą, a głos jej powiedział mu, że ludzie odwrócą się od światłości serc własnych i pochylą czoła przed zewnętrznym zakonem i regułą, wtedy zaś światłość zagaśnie i nikt nie ujdzie klątwy, okrom prostodusznego człeczyny, co nie umie myśleć i porywczego nieszczęśliwca, który nie chce myśleć. Pozatem głos ów mówił mu, że uporczywa światłość serca opromieniała świat, coraz to słabszym blaskiem mającym go ożywiać, a gdy przyćmił się ów blask, straszna zaraza zepsucia nawiedziła gwiazdy, wzgórza, zioła i drzewa; zasię nikt z tych, co byli widzieli jasno prawdę i dawną drogę, nie wnijdzie do Królestwa Bożego, które jest w Ośrodku Róży, jeżeli będzie przebywał dobrowolnie w zepsutym świecie; przeto powinni dać dowód swej zawziętości przeciw Mocom Zepsucia, ginąc w służbie Boskiej Róży. Gdy rycerz z Palestyny opowiadał nam o tem wszystkiem, zdawało się nam, że postrzegamy w jasnowidzeniu szkarłatną Różę, rozwijającą się dokoła

101