Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w sercu słyszałem szelest wyszywanego różami odzienia tej, co chytrzejsza jest, niśli Aengus Chytre-serce, i pełniejsza wdzięcznych uśmiechów, niż Conan Łysy, i lepiej szermująca łzami, niż Białopiersista Deirdre, i powabniejsza, niż wschodzący świt dla tych, co zgubili się w ciemności. Z tego powodu przysądzam tę dziesięcinę — sobie samemu; wszakoż ponieważ już załatwiłem wszystkie swe sprawy doczesne, rozdam ją pomiędzy was.
W rzeczy samej jął ciskać kęsy chleba i wieprzowiny pomiędzy dziadostwo, a żebracy zaczęli się bić o nie z wielką wrzawą, póki nie zjedli ostatniego ochłapu. Tymczasem mnisi przybili wesołka do krzyża, który wetknęli w jamę, poczem zasypali ją ziemią i ubili ją twardo i równo. Skończywszy tę czynność odeszli, jeno żebracy, siedząc dokoła krzyża, przyglądali się skazańcowi. Atoli gdy słońce miało zajść, i oni zabrali się do odejścia, bo robiło się już zimno w powietrzu. Ledwo oddalili się krzynkę, aż-ci tu wilki, które ukazywały się na skraju pobliskiego wyrębu, podeszły bliżej, a ptaki zataczały coraz to ciaśniejsze kręgi.
— Poczekajcie jeszcze chwilkę, wy... powsinogi, — zawołał słabym głosem ukrzyżowany do żebraków — i odpędźcie ode mnie zwierzęta i ptaki!