Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żebraków, chcąc wyżebrać cośkolwiek od jakiego podróżnego lub pątnika, który pono spędził noc w przytulisku. Opat i bracia zaprowadzili wesołka w ustroń leśnią opodal, gdzie rosło wiele drzew prostych i młodych; kazali ściąć mu jedno z nich i przymierzyć na całą długość ciała — tymczasem żebracy stanęli kręgiem dokoła nich, gwarząc i gestykulując. Następnie opat kazał mu odpiłować drugi, tym razem krótszy, kawałek drzewa i przybić tenże do pierwszego. W ten sposób powstał krzyż dla niego; nałożono mu go na barki, jako że ukrzyżowanie miało się dokonać na szczycie pagórka, gdzie już znajdowali się inni. O pół stajania drogi poprosił ich, by się zatrzymali i obaczyli, jak ich zabawi kuglarstwem, gdyż, jako powiadał, znane mu były wszystkie figle Aengusa o sercu przebiegłem. Starsi mnisi jęli go przynaglać, lecz nowicjusze chcieli przypatrzyć się widowisku: więc też pokazał im wiele czarów, nawet wyciąganie żywych żab ze swych uszu. Po chwili jednak przystąpili do niego, mówiąc, że jego sztuki są nudne a potrochu i grzeszne, i kazali mu z powrotem wziąć krzyż na ramiona. Znowu o pół stajania drogi poprosił ich, by się zatrzymali i posłuchali jego żartów, ponieważ, jak powiadał, znane mu były wszystkie żarty Conana Łysego, którego plecy były porośnięte wełną owczą.

88