Strona:William Yeats-Opowiadania.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bójników. Cogorsza, jeszcze gotów opowiedzieć komu ze swych przyjaciół, jak to on nocował w przytulisku, ów zaś ze swej strony pocznie kląć i moje dobre imię dozna uszczerbku. Wiedz bowiem o tem, że wytrwania w zamiarze niemasz na swobodzie, — jeno pod dachem i pośród czterech ścian. Przeto proszę cię spieszaj i obudź Brata Kevina, Brata Gołąbka, Brata Wilkosza, Brata Łysego Patryka, Brata Łysego Brandona, Brata Jakóba i Brata Piotra — niech pojmają tego człeka, zwiążą go w łyki i ponurzają w rzece, ażeby mu się odechciało śpiewania. A rano jeżeli będzie tem głośniej złorzeczył, ukrzyżujemy go.
— Krzyże wszystkie są pełne — rzekł furtjan.
— Tedy należy wznieść jeszcze jeden. Jeżeli my z nim nie skończymy, to dokończy kto inny, bo któż może spokojnie jadać i sypiać gdy po świecie włóczą się ludzie jemu podobni? Kiepsko wyglądalibyśmy wobec Świętego Benignusa, a kwaśne mielibyśmy oblicza, skoro przyjdzie on nas sądzić w Dniu Ostatecznym, gdybyśmy oszczędzili jego wroga, mając go w garści! Bracie, gęślarze i wesołkowie to pomiot szatański: wiecznie przeklinają i wiecznie podburzają pospólstwo, we wszystkiem są nieobyczajni i bezwstydni i piekło mają w sercach. Wciąż tęsknią do Syna Lira, do Aengusa i Bridget, do Dagdy i Matki

85