Strona:William Shakespeare - Sonety.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CXX.

Jam rad, żeś ongi był mi niełaskawy,
A gdy mi na myśl przyjdzie moja zmaza,
Giąćbym się musiał pod jarzmem tej sprawy,
Chyba me nerwy z miedzi lub żelaza.
Gdybyś ty cierpiał tak pod moim młotem,
Jakież piekielne przeszedłbyś godziny,
A ja, ten tyran, nie myślałem o tem,
Ile przykrości zniosłem z twojej winy!
Gdybym był pomny owej cierpień nocy,
Pokazującej, jak ból żywy piecze,
Lekbym ci podał, jak ty mnie, o mocy,
Co umie goić ranne serca człecze.
Lecz dziś na równi nasze grzechy stoją;
Ja spłacam winę twą, a ty zaś moją.




CXXI.

Być złym jest lepiej, niźli zań uchodzić,
Gdy to, co nie jest, podlega naganie,
I gdy się musisz z stratą czci pogodzić
Nie przez grzech własny, lecz innych mniemanie,
Przecz rozpustnemi patrzeć ma oczami
Chutny fałsz innych na krew moją młodą?
Przecz mają plamą zwać, co mnie nie plami,
Ci, którzy żywot poplamiony wiodą?
Nie! ja tem jestem, czem jestem, a ludzie,
Którzy mnie łają, sądzą miarą własną;
Ja czysty jestem, ci zaś chodzą w brudzie,
Darmo ich podłość lży mą duszę jasną.
Chyba, że z zdaniem godzą się zbyt znanem,
Że złym świat cały i że zło jest panem.