Strona:Wieś opuszczona.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Teraz kiedy go dręczą i glód i potrzeba,
Może do drzwi bogaczów chodzi żebrać chleba.

Ach nie! w dalekim kraiu, gdzie ta straszna dzicza,
Którą od nas połowa świata rozgranicza,
Tam po ziemi zgorzałey błądzi nędzna rzesza,
Dzikiey Altamy[1] szelest z iey łkaniem się miesza.
Nie te wdzięki co tutay bawiły w zwyczaiu,
Lecz inne dziwy widzą skwarzącego kraiu.
Promień słońca pionowo zmierza na ich głowy,
I cieniu nie zostawia w upał południowy:
Ptak w żółkłych lasach pieśni zapomina tkliwych[2]
Niemy Nietoperz w stadach trzyma się leniwych;
Zatrute pola w zbytnie dostatki obfite,
Na których Skorpion zbiera soki iadowite,
Gdzie cudzoziemiec czyni każdy krok w obawie,
Aby mściwego węża nie obudził w trawie;
Tam Tygrys na zasadzce łupu swego czeka,
A dzikszego zwierzęcia niema od człowieka.
Tam nieraz wichr gdy nagłem zacznie krążyć wieniem,
Wzniosłszy pył ziemski, miesza go z niebios sklepieniem.
Jak ten widok z pierwszemi przedmioty niezgodny!....
Gdzie darń rosła zielona, płynął strumyk chłodny,
Obok świeże ustronie które gay przycienia,
Gdzie niewinne miłostki miały swe schronienia.


  1. Altama, rzeka w południowey Ameryce.
  2. W krajach gorących, naypięknieysze ptaki, nie śpiewaią lecz tylko przeraźliwie krzyczą. Tamże lęgnie się mnóstwo nietoperzy ogromney postaci.