Przejdź do zawartości

Strona:Walter Scott - Rob-Roy.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
— 317 —

i biédnego Dugala! — Kapitanie, daję za nim rękojmię, — rozumiész mię? — daję dostateczną rękojmię za biédnym Dugalem.
 Na to wspaniałe oświadczenie, którego powodem była zapewne wdzięczność za otrzymany przed chwilą od Dugala ratunek, oficer odpowiedział w kilku słowach, prosząc pana Jarvie, aby się nie mieszał w cudze sprawy, i raczył pamiętać, że sam jest uwięzionym.
 — Wzywam cię na świadectwo panie Osbaldyston! — zawołał burmistrz, — który jak widać, lepiéj znał proces cywilny, niż wojskowy. — Stosownie do postanowienia z roku 1701, Dugal wygra niewątpliwie wynagrodzenie i koszta, za nieprawne uwięzienie, — ja mu w tém dopomogę.
 Oficer, który jak usłyszałem podówczas, nazywał się Thornton, nie zważając na pogróżki burmistrza, zaczął ściśle badać Dugala, i wymógł na nim, acz z wielką trudnością, jedne po drugich następujące zeznania: — Że Rob-Roy Mac Gregor jest mu znajomy, że go widział rok temu, sześć miesięcy, miesiąc, tydzień; a nakoniec, że przed godziną z nim się rozłączył. — Słowa te wymawiał więzień z taką niechęcią i żalem, iż zdawało się, że tylko bojaźń stryczka, którym mu ciągle zagrażał kapitan Thornton, zdołała mu je z ust wycisnąć.
 — A teraz przyjacielu, — rzekł daléj oficer, — chciéj mi powiedzieć, ilu ludzi twój pan ma z sobą?
 — Nie wiem o tém z pewnością, — odpowiedział Dugal, — wodząc tu i owdzie nieśmiałym wzrokiem.
 — Patrz mi w oczy, ty psie góralski; i pomnij, że życie twoje zawisło od szczeréj odpowiedzi. — Ilu łotrów miał przy sobie ten zbójca, gdyś go opuścił?
 — Sześciu, — nie licząc mnie, co odszedłem.

 — A reszta, gdzie się podziała?