Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


§5.
Kampania saska (1813).

Napoleon był wielkim wodzem, miał znakomitych jenerałów, wybornego żołnierza. Czy tej tylko wojennej nad państwami europejskiemi przewadze, przypisać trzeba dwudziestoletnie Francyi tryumfy? Nie. Inne jeszcze w owej epoce siły dzielną jej przynosiły pomoc. Były to tak zwane idee francuzkie. Ów geniusz rewolucyjny, stojący na kolumnie Bastylii w Paryżu, z pochodnią w ręku, gotów do lotu, roznosić po świecie pożogę i zniszczenie, gotów i dziś jeszcze, jakby na znak, że epoka rewolucyjna dotąd we Francyi niezamknięta, był w owe czasy najpotężniejszym jej sprzymierzeńcem; on to wyprzedzał jej zastępy, przyspieszał i podwajał jej gromy. Witany, przyjmowany wszędzie z upragnieniem, z głośną lub tajemną sympatyą, palił, wywracał wszystko, co Francyi zawadzało na drodze; i pierwej jeszcze, nim działa francuzkie zagrzmiały, on roznosił zwycięzkie ich echo, otwierał fortece, rzucał strach w nieprzyjacielskie szeregi. Jemu Francya, tyle przynajmniej co swym wodzom i wojskom, zawdzięcza ówczesne zwycięztwa; oręż przyszedł tylko zebrać i uwidocznić tryumfy, przygotowane przez doktrynę.
W ciągu lat kilkunastu młot rewolucyjny francuzki dokonał swojego dzieła: co było spruchniałe, wywrócił, z ruin nowe wzbudził prądy. Ale z nim razem zaciężyła nad Europą