Strona:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


trzeba mi umykać, nie chcę, żeby i ciało moje do nich się dostało.“
Dopiero teraz przejrzał Chłopicki! Trzeba było ognia z trzystu dział przez dzień cały i potoków krwi przelanej, aby w nim odezwało się coś więcej nad honor wojskowy i rutynę francuskiego jenerała; trzeba mu było zetknięcia się z naszymi wiarusami na polu bitwy, aby w nim rozbudził się uśpiony duch polskiego wodza, aby się zapaliła ta iskra geniuszu, którą Bóg w nim złożył, a która przygasła. Ale już było dlań zapóźno! Takie chwile nie przychodzą na zawołanie. Na taką chwilę decydującą, i ludzie i narody przez długie lata wprzódy zarabiać muszą… W późnej starości, kiedy Chłopicki zamieszkał w ulubionym sobie Krakowie, spojrzawszy raz na mogiłę Kościuszki, rzekł: „i ja mogłem mieć podobną!“ Bezwątpienia, byłby miał i większą i jeszcze bardziej zasłużoną, gdyby odrazu był tem, czem być mógł i czem go naród mieć chciał.