Strona:Wacław Sieroszewski - Risztau, Pustelnia w górach - Czukcze.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sieniu głowy, w zaciśnięciu ust przebijała się kamienna duma, nieledwie wzgarda dla wszystkiego i wszystkich. Tymczasem wązkie, szczelinowe oczki Łopatki chciwie przegłądały półki i dalekie gospodarskie kąty, przyczym szerokie usta rozchyliły mu się z lekka.
— Zdejm czapkę! — syknął nań Buza i łokciem go w bok trącił.
Łopatka śpiesznie ściągnął bermycę, z pod której wyjrzała zwykła czukocka, stożkowata, kanciasta, krótko ostrzyżona głowa.
Kituwja nie miał wcale czapki; jego długie, gęste i zwichrzone włosy podtrzymywał wązki rzemień, przewiązany tuż nad czołem. Podobny rzemień widać było na gołych jego piersiach i szyi w mocnym wycięciu pyżowej kuklanki. Czukcza zmierzył Stefana bystrym spojrzeniem i rzucił towarzyszowi kilka urywanych gardłowych dźwięków.
— A co? czy pan słyszał? — z uśmiechem zauważył Buza — zupełnie renią mają mowę... I wiara ich renia: gdzie te pójdą, oni za niemi... A pan Józef nam powiadał, żeby my przyszli, to my przyszli...
— Dobrze, zaraz wam herbaty dam; a może lepiej wódki?
— Lepiej, panie... wódki. Oni bo herbatę niebardzo szanują.
Aby ich zabawić, Stefan pokazał im magnes, zmusił bić zegar z kukułką. Ta ostatnia miała pewne powodzenie. Łopatce bardzo się nawet podobała, ale wstrzemięźliwe zachowanie się Kituwji mroziło wszystko. Ogień wesoło trzaskał na kominku. Goście po-