Strona:Wacław Sieroszewski - Kulisi.djvu/8

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   8   —

    cych wokoło nad bledniejącą w brzasku przepaścią, stały podobne doń postaci w niebieskich nankinowych[1] bluzach i żółtych, słomianych, do strzech podobnych kapeluszach. Twarze wszystkich zwrócone były dogóry, warkocze im zwieszały się daleko na plecy.
    Z góry przez szczelinę wąwozu spoglądał na nich wąski pas błękitu, a w dole głucho szumiał burzliwy Guań-cho. I do szczytu, i do dna wąwozu było równie daleko, i głosy ludzi z łatwością zwyciężał łoskot potoku oraz wycie wichru, hałasującego w górze na wyniosłych polach pszenicy.
    — Zacny sąsiedzie, wiekowy Szaniu, twój młodszy brat składa ci życzenia nowego dnia!
    — Ojcze nieskończonej ilości potomstwa, zgrzybiały Taniu, czy jest źle, czy dobrze, i jak smakowała ci dzisiejsza kasza?![2].
    — O, o!... Przewinienia ludzkie wyczerpały cierpliwość Niebios. Nigdzie kropli rosy, nigdzie śladu chmurki!...
    — Nadomiar na wyniosłościach swawoli Smok Zachodni! Widać stąd, jak od jego oddechu drżą i kołyszą się trawy na brzegu przepaści!
    — Zginie nietylko pszenica, ale i ogrodowizna!
    — Jęczmień pożółkł, jak ziemia!

    — Czy nie czas, aby zeszli się w szkole ludzie roztropni i pogadali o drodze do zgody?!

    1. Nankin, — rodzaj tkaniny bawełnianej.
    2. Zwykły sposób powitania u narodów wschodnich.