Strona:Wacław Sieroszewski - Kulisi.djvu/20

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   20   —

    ziemców. Wszyscy powiadali zgodnie, że biali są grubjanie, brzydko pachną, że mają oczy złe, przenikliwe, drapieżne... że nie znają się wcale na grzeczności i nie umieją obcować z ludźmi... Przyrzeknijcie mi, że będziecie ich unikać... Czy obiecujecie?!
    — Obiecujemy, dobry i przezorny Siu-caj! — krzyknęli zgodnie wszyscy obecni, nawet ci, co zostawali w wiosce.
    — Wystrzegajcie się również sądów i policji i... nie palcie opjum! — dodał poważnie ojciec.
    — O tak! — potwierdzili obecni.
    — Czy słyszałeś... mój ukochany, miły, starszy bracie?! — spytał cichutko mały Gao-ju, obejmując po raz ostatni grubą szyję Szan-si. — Obiecaj mi, że zawsze uciekać będziesz od rudych barbarzyńców, że uciekniesz, choćby widowisko było ciekawe...
    Szan-si posadził sobie brata na karku, i wraz z innymi chłopcami zbiegli nad potok po stromej drożynie, aby raz jeszcze zabawić się w słonia. «Słoń» bardzo ryczał i chwytał «trąbą» wszystkich, co niedość zręcznie umykali mu z drogi.




    Kiedy po kilku dniach wytężonej wędrówki bracia wydostali się nareszcie z dzikiego labiryntu rodzimych wąwozów, ujrzeli przed sobą kraj rozległy, słabo sfalowany, przerznięty szeroką rzeką, kręto wijącą się wśród zamglonych wzgórz. Ciepły wiatr niósł ku nim zapachy pól uprawnych i kwit-