Strona:Wacław Sieroszewski - Bolszewicy.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


SONIA

Więc widzisz, trzeba pomścić te wszystkie córki proletarjackie, te nieletnie dziewczątka, drżące w słotę, w wichurę, w mróz w nędznych sukienczynach na rogach ulic... Przez tę burżujkę niech klasa panów... (Gułaj ryczy) pozna sromotę wymuszonych pieszczot, wstrętne znęcanie się całych tłumów... Szarpcie, rwijcie ich piersi, ich łona... Niech kwiat ich ciał poczuje dotknięcie (z naciskiem) naszych twardych, namulonych dłoni...

GUŁAJ

Oho, ho. Już my się... już my ją rozkrzyżujemy... Wo imia światowo kumunizma! Bądźcie pewni, towarzyszu Sonia.

SONIA

Dobrze. Niech, ściskając Beznosego, zrozumie całe poniżenie i rozpacz proletarjuszek! Ale jej nie zabijajcie!... Pamiętaj: nie zabijaj jej, Gułaj!... Zakazuję!... To byłaby żadna zemsta! Niech żyje, niech ją żre trąd, niech opada z niej ciało kawałkami, niech gniją kości... Niech żyje w lęku, że pod sercem nosi potwora z gnojem w głowie, z wrzodami na ciele, z duszą zbrodniczą, że powije dziecię, które będzie wlokło się za nią przez całe życie, jak okropny cień... Zrób, jak mówię, nie daj się niczem przebłagać, podkupić, nastraszyć... Niczego się nie bój! Będę z tobą zawsze, a znasz mnie!... Jeżeli ośmieli się poskarżyć, oddamy ją pod sąd ludowy za obrazę czci czerwonej armji i ukarzemy chłostą publiczną, jak chłopkę... A potem: precz na ulicę!... Pamiętaj więc, co ci powiedziałam: nie zabijaj