Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Już nie żyli. Szarpano ich pewnie przed śmiercią, a może nawet bito gdyż mieli podarte, potargane odzienie.
Królewicz przysiadł na piasku i zakrył twarz rękami.
— Zaco?... Zaco?
— Widocznie nie powiedzieli im, gdzie jesteśmy!
Wykopali dół i pochowali rybaków. Była to ich pierwsza cięższa praca.
Poczym królewicz zabrał sieci, parę siekier kamiennych i bronzowych, jakie znalazł w małym, trafem widać ocalałym śpichlerzyku; wziął łuk, strzały, sidła i potrzaski na zwierzynę, trochę naczyń i odzieży. Wszystko to umieścił w dużej łodzi, wstawił doń też cebrzyk i napełnił go słodką wodą, naładował skórzane wory suszonemi rybami, psy zwabił i uwiązał na smyczy, poczym łódź przy pomocy siostry zepchnął po toczakach na wodę, a gdy odbili już dobrze od brzegu, podniósł ostrożnie rogożany żagiel, który wiatr natychmiast wydął wspaniale.
Niedługo znaleźli się daleko od ziemi, wśród modrej chybotliwej roztoczy. Nie mówili wcale prawie ze sobą, ale bez słów rozumieli się wybornie i królewna, trzymając rękę na rękojeści steru, nie spuszczała oczu z majaczącej w oddali tajemniczej wyspy, »Krainy Wiecznego Dnia«.

XXIV.

Była to maluchna wysepka, ale miała wszystko, co człowiekowi potrzeba: bujne lasy, kwieciste łąki, góry, skały i jary, błota, gdzie rósł dziki ryż, i słoneczne halizny na zboczach pagórków, gdzie dojrzewała dzika pszenica. Środkiem płynęła bystra rzeczułka.
Nieprawdą wszelako było, że świecił tu wieczny dzień. Po dniu następowały tu gwiezdne noce, jak wszędzie. Zato było wciąż przedziwnie ciepło, gdyż wielki prąd morski przynosił z odległych stref zwrotnikowych masy ogrzanych wód, które miarkowały chłody jesieni i zimy.
Nabiedzili się jednak niemało królewicz z królewną, natrudzili się do krwawego potu, zanim nauczyli się korzystać z darów przyrody, poznali, jako używać narzędzi, i przyzwyczaili się do ciężkiej pracy fizycznej.