Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nazajutrz pod wieczór zjawił się w jurcie Chabdżija nowy mieszkaniec, ślepa Upacza. Umiała ona tylko miąć skóry i opowiadać długie, a choć prawdziwe, przez nikogo jednak niesłuchane historye.
Nikt inny nie zgodził się mieszkać w domu, gdzie przebywał „Chajłach“. Napraszał się wprawdzie młody parobczak „Piotiur“, lecz tego sam Chabdżij wziąć nie chciał.
Upaczę napojono, nakarmiono i wyznaczono jej miejsce na jednej ze stojących pod ścianami ław, gdzie też nazajutrz rano siedziała już ze skórą w ręku i nie zważając ani na rozmowy domowników ani na ich nieobecność, snuła dalej wątek przerwanego opowiadania. Zresztą słuchaczów miała teraz prawie zawsze — gdyż Keremes, wyciągnąwszy z komory odłożoną na zimę robotę, jakieś skóry kobyle i jelenie, siadywała obok niej, oddalając się tylko na bardzo krótko, ażeby wydoić krowy, lub przyrządzić wieczerzę.
Kostia nie chodził też do lasu. Gniewny, milczący, leżał po całych dniach na ławie.
Sam gospodarz wreszcie, porzuciwszy robotę, zaglądał niekiedy do izby. Jednakże tylko Keremes zabawiała i pobudzała do opowiadania starą żebraczkę swymi wesołymi, dźwięcznymi, a częstymi wykrzyknikami, zdradzającymi to żywe zajęcie, to inne, stosowne do treści opowiadania, uczucia. Inni milczeli.
Zdarzył się dżdżysty, pochmurny dzień. Kostia