Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przepadł? on? On zupełnie nie przepadł, zbłądził tylko i ledwie znalazł drogę! — odrzekł Kostia, zalotnie zaglądając w zarumienioną twarz Keremes. — I zaczął pleść smalone duby o tem, gdzie był i co widział. A łgał tak zabawnie, że Keremes mimowolnie roześmiała się. Ze zdziwieniem patrzał nań Chabdżij, lecz widząc, że „nucza“ jest w dobrym humorze, przysiadł się bliżej i zaczął:
— Nucza! nucza! Posłuchaj! Kamień milczy, lód milczy, pień milczy. Jeśli człowiek siedzi, jak zamarzły i milczy, jak pień, serce jego robi się ciężkie. Ptaki mają język i krzyczą, zwierzęta też krzyczą, nawet woda krzyczy, kiedy płynie, i wiatr, kiedy wieje... człowiek ma język, a więc powinien krzyczeć! Ty, „nucza“, masz duży język, mądry język, ciebie warto posłuchać, warto zrozumieć, lecz ty nie uwierzysz, jaki ja jestem głupi, taki jestem głupi... że nic nie mogę zrozumieć. Jeśli nie wierzysz, spytaj kogo chcesz, a wszyscy ci to powiedzą!... Tobie, „nucza“, dodał, chyląc się ku niemu i zniżając głos... dobrze byłoby mieszkać, gdzieby cię rozumieli, u bogatych, rozumnych, u takich, co umieją mówić po twojemu... bo ty masz język zamarzły, a ja nie mam uszów; ja mam język zamarzły, a ty nie masz uszów; pomyśl: wiele to pięknych i rozumnych rzeczy przepada... Ja tobie poradzę, poradzę jak przyjacielowi, gdyż ciebie kocham: ot jutro lub pojutrze idź do księcia, zwołaj zebranie i powiedz mu: „on jest głupi, nic nie