Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




VIII.

Koń Aleksnndra całe lato zazwyczaj pasł się razem z jakuckimi tabunami. Co dni kilka Aleksander odszukiwał go i przypędzał pod dom, jeśli znajdował pasącego się zbyt daleko. Tak robią wszyscy tutejsi gospodarze. Wspólne stada pod wspólną zostają opieką; jest to zwyczaj od wieków przyjęty.
Mimo obostrzenia się stosunków Aleksandrowi nie przyszło nawet do głowy, że mogą ukraść mu konia. Szukał go więc długo, nim uwierzył, że go więcej nie zobaczy i wówczas dał znać do kniazia.
Kniaź przyjął go nadzwyczaj uprzejmie, wydał natychmiast dziesiętnikom rozkaz rozpoczęcia poszukiwań i obiecał tam pojechać.
— Trzeba było trzymać konia bliżej domu. Rozmaici ludzie chodzą po drogach.
— Nie mogłem przecie przywiązać go do kołka: zdechłby z głodu i tęsknoty. Dwa lata chodził z tabunami i nie zginął.
Książę wzruszył ramionami.