Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po godzinie takiej podróży, wązką, zarośniętą sitowiem rzeczką, przedostaliśmy się nareszcie na ostatnie jezioro. W dali na jego brzegu migały czerwone gwiazdki sypiących się z komina jurty iskier.
— Zajdziesz pewnie do „Chachaka?“ — spytał mię mój towarzysz, gdyśmy zatrzymali się u brzegu, ja tam zanocuję.
Wziąłem część rzeczy rybaka i poszedłem ku jurcie.
Poznałem Chachaka już dawniej. Był to dziwak, który swymi wybrykami często śmieszył, a nieraz nawet oburzał naszą okolicę.
— „Chachak ohonior“[1] uszył sobie czapkę z całego wilka! — opowiadali mi ze śmiechem. Chachak ohonior zapłacił kupcom tylko po dwa ruble za cegłę herbaty; po trzy, mówi, zbyt wielki mieliby zarobek.
— Cóż kupcy: dali?...
— Ее... — starucha po cichu dodała im. — Co to, nie znasz Chachaka? nie weźmie po trzy... pić nie będzie, a nie weźmie.

W młodości Chachak słynął, jako najlepszy w okolicy myśliwy. O jego odwadze, zimnej krwi i zręczności opowiadano dziwy. Nad wszystkie łowy

  1. Ohonior — znaczy stary, lecz tu na północy używa się wogóle w znaczeniu człowieka dojrzałego, żonatego, gospodarza.