Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do dwulicowego boga, u którego jedna głowa była brodata, europejska, druga — płaska, goła, mongolska.
Mongolska głowa ciągnęła swe opowiadanie, przerywając je chwilami, gdy łódka zbyt się nachylała, przestrogą, bym się nie ruszał.
...Wszystko z wody... I krowa żyła przedtem w wodzie, póki człowiek nie schwytał jej i nie przyswoił... W wodzie jak i w powietrzu żyją różne zwierzęta, nawet ludzie. Albo, ot patrz! i ukazał wiosłem na rozkołysane biegiem pirogi, długie wodorośle. Czy to nie las?
Tak to był las, czarny, tajemniczy, zwiedzany tylko przez ryby i topielców!... Żaden pływak nie wyrwałby się z jego gąszczy, raz w nią wpadłszy.
— Dawniej... — ciągnął Jakut — mówią starzy, wszystko było inaczej... wszystko było dobrze, gdyż wody było więcej... i sobole same przychodziły do wrót zagrody i ryb było tak wiele, że dość było strzałę wypuścić w jezioro, by ona wypłynęła z nadzianą nań zdobyczą, a teraz niema nic, soból uciekł, ryb mało; tylko kupcy, ojcowie nasi, ratują nas, bo umarlibyśmy... dają pieniądze na podatki, dają herbatę, tytoń, perkate. Oj tak! kupcy!... Bardzobym chciał być kupcem!
Łódka stuknęła o brzeg. Znów więc przeciągnęliśmy ją na następne jezioro i tak dalej... gdyż jedyny to sposób podróżowania w lecie w tym kraju jezior, błot i porośniętych lasem bagien.