Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


majcie prześladowanie wasze! Czyż nie widzicie, że giniemy, a jeśli zginiem, kto składać wam będzie ofiary?
— Kto będzie?...
„Ku wam idę, w długiem zaplątawszy się odzieniu, bezbronny!... Latami przygarbił się mój grzbiet; oczy szeroko rozwarte nie widzą.
— Prawda! — pochwycił znowu paź, który był umilkł, nie śmiąc powtarzać wszystkich groźnych zaklęć.
„Idąc ku morzu i wracając do morza, koczujem...
— Zaiste...
„Wy lubicie czarne renifery, lubicie pstre renifery. Czyżby wam one przestały już się podobać?...
— Czyżby przestały?
„Cha! cha! cha!... Tańcując, zapomnieliście o nas, a weseląc się, ominęli nas...
„Żądacie może drogich futer, srebra, szklanych upiększeń, barwistych sukien, słodkiego ciasta, wódki?...
— Co za pyszności!... — cmokał paź.
„Głupcze! Cóż znaczy dla potężnych zabrać choćby wszystko!....
„Wybierzcie więc z pośród nas dzieweczkę, która nie poznała mężczyzny, a my ją naznaczym i żaden młodzieniec nie dotknie się jej...“
Milczenie.
„O, Goloronie ognisty, przeleć nad ziemią, zwiastując!...