Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pani Walewska ulękła się tej myśli, sama nie pojmując dlaczego. Cesarz jej wyrządził wielką, niepowetowaną krzywdę; zburzył w niej wszystko, co miała ze spokoju, z niewinnych rojeń; cesarz dopuścił się występku; — cesarz zabrał jej imię, zabrał uczciwość. Unikać go będzie! Zejdzie mu z drogi! Lecz skąd zemsta?!... Przecież, gdyby może sama umiała... gdyby miała doświadczenie hrabiny, gdyby posiadała jakąś przytomność, czy odwagę, kto wie, może Napoleon byłby był inny... Wszystko się złożyło wówczas! Nawet spotkanie z Ornanem i te jego obawy i ten Constant i tamten już gwardzista, wszyscy jakby zmówili się, żeby ją pozbawić panowania nad sobą!...
Myśli te lotem błyskawicy przemknęły się w umyśle pani Walewskiej, osuszyły do reszty łzy i skłoniły do raptownego protestu.
— Mości marszałku, co się stało, już nie odstanie. Zapomnijcie o mnie. Życie moje i przedtem nie było wesołem! A ja zarzewiem walki być nie chcę!
Małachowski się zdumiał.
— Jakto? Co?!
— Proszę, abyście o mnie zapomnieli i mnie zapomnieć zezwolili. Już taka moja dola. Zaniechajcie zemsty, nie wymawiajcie bodaj mego imienia, dajcie mi wrócić do niepamięci, do ukrycia! Tak — tak, mości marszałku, przeżyłam w godzinie lata całe! Tyś pierwszy i ostatni zerwał z mych ust skargę! Ufam twemu honorowi, że ją zachowasz, że nie powtórzysz nikomu, że ze słów mych nie wysnujesz żadnych wniosków, ani postanowień żadnych, bom słaba, bom nieudolna, bom pewnie i wyznać się nie umiała!... Nie moje siły, nie moje!
— Waszmość pani jesteś w błędzie. Osoby jej zadrasnąć, ani tknąćbym nie śmiał. Jeno relacja, którą odebrałem, przekonała mnie ostatecznie, utwierdziła w domysłach!