Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Skąd to?
Meneval porwał się z za stołu.
— To pismo!? Nie wiem, najjaśniejszy panie! Natychmiast sprawdzę... Kancelarja odebrała...
— Nie wiesz! Nie wiesz pan! Wy nigdy o niczem nie wiecie, co się wkoło dzieje! — strofował cesarz, przebiegając gwałtownie koniec listu.
Meneval stał przed cesarzem, nie ważąc się ruszyć.
Napoleon tymczasem, dobiegłszy końca pisania, odwrócił je i znów od początku czytał. Gdy po raz wtóry skończył, a głowę podniósł miał twarz siną.
Meneval pobladł.
Sire?! — szepnął nieśmiało.
— Duroca do mnie!
Meneval wybiegł z komnaty. Napoleon po raz trzeci odczytywał list, jakby jeszcze własnym nie wierząc oczom.
We drzwiach ukazała się kształtna postać ministra dworu.
— Wzywałeś mnie, sire?! — zagadnął spokojnie Duroc.
Napoleon ledwie że głowę odwrócił ku przybyłemu i, rzucając mu na stół trzymane pismo, rzekł z wybuchem.
— Masz, dowiedz się, czytaj! Przysiągłbym, iż w tem jest więcej prawdy, niżbyś mógł przypuszczać! No, czytaj, czytaj!
Duroc z niezachwianym wciąż spokojem wziął pismo do rąk i czytał.
Cesarz mierzył wielkimi krokami komnatę i dogadywał z pasją.
— Co? Piękny list! Naciesz się nim! Trzeba dopiero anonimu, denuncjacji, aby nić taką pochwycić! Ba, żeby nie ten tu łotr jakiś, czy intrygant, mogłaby sobie lada jaka drwić ze mnie w żywe oczy. A ty nic o tem nie wiesz! Nie spodziewałeś się! Pani Walewska! Cha! cha! Po prostu kobieta, nie lepsza od innych. Dziwisz się, co?!