Strona:W XX wieku.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tulipan nie zdawał sobie sprawy, jaki może być powód owych upojeń nadobnej dziewicy. Czuł tylko, że się w niej odbywa w tej chwili dziwne jakieś przeobrażenie, że się coś w jej sercu nagle zbudziło i rozkwitło, i że to uczucie napełnia ją szczęściem bez miary.
Nagle z łona tych niepochwytnych rojeń, które snuł umysł pięknej kreolki, wytrysnęła postać młodego i przystojnego blondyna w granatowym smokingu, białej kamizelce i zawadyacko na tyle głowy osadzonym pilśniowym kapeluszu. Dolores powitała uśmiechem to zjawisko. Wszystkie szczegóły jej wczorajszej przygody przesunęły się przed jej oczyma. Ujrzała fronton kościoła św. Magdaleny i zgiełkliwy tłum, mrowiący się na bulwarze, i dębiące się konie, które powóz jej ciągnęły, i elektrowóz, nadjeżdżający w szybkim pędzie, a grożący jej nieuniknioną zatratą. I ujrzała, jak blondyn ów zręcznie wskoczył na kozioł pędzącego rydwanu, jak odtrąciwszy niedołężnego maszynistę, zatrzymał w miejscu wóz złowrogi, — jak z pod koni, dębiących się w dzikim popłochu, dobył wystraszonego komisyonera, — jak potem, uchwyciwszy lejce rzucających się jeszcze rumaków, zaprowadził je na tor właściwy, — i wreszcie, jak dokonawszy tego dzieła, i gdy mu dziękowała spojrzeniem i uśmiechem, wdzię-