Strona:W. M. Thackeray - Pierścień i róża.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


serdecznie. To też król uścisnął dłoń swego więźnia i powiedział mu, że do najmilszych chwil w życiu swojem zaliczać będzie zawsze tę, w której poznał dzielnego kawalera Bulbę.
Poczciwy Bulbo zaproponował Lulejce, że będzie gwoli pocieszenia go w nieszczęściu wraz z nim palił papierosy. Lulejka zgodził się na to chętnie i zaraz poczęstował nimi Bulbę. Bulbo nie mógł się niemi dość narozkoszować, bo odkąd go więziono, nie miał jeszcze papierosa w ustach.
Możecie sobie wyobrazić, jak przykro było Lulejce zawiadamiać Bulbę o czekającej go śmierci. Wyjaśnił mu w najserdeczniejszych słowach, że, wobec zachowania się Padelli względem Różyczki, nic innego nie pozostaje mu, jak jego, Bulbę, posłać na rusztowanie.
Lulejka rozpłakał się przy tych słowach, grenadjerzy rozpłakali się także i oficerowie także, a najgłośniej płakał biedny Bulbo. Ale Bulbo, wychowany na królewskim dworze, dobrze rozumiał, że słowu królewskiemu musi stać się zadość i że nie pozostaje mu nic innego, jak uchylić czoła przed wolą losu. Wyprowadzono biednego Bulbę z królewskiego namiotu, a kapitan Zerwiłebski, który go eskortował, próbował go pocieszyć, napomykając, że gdyby Bulbo był wygrał bitwę pod Bombardaro, byłby mógł powiesić Lulejkę.
— Ach, co mi to teraz pomoże?... — myślał Bulbo.
I rzeczywiście, w owej chwili niewiele to pomóc mogło biedakowi.
Przed zamknięciem go w lochu oświadczono mu, że stracenie jego nastąpi nazajutrz zrana o godzinie 8-ej. Wszyscy usiłowali mu osłodzić ostatnie chwile życia. Żona dozorcy więziennego posłała mu herbaty z doskonałym arakiem, a córka odźwierne-