Strona:W. M. Thackeray - Pierścień i róża.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Na honor mój rycerski, nie byłbym w stanie patrzeć na śmierć tej słodkiej dzieweczki. Wypełniwszy poselstwo Waszej Królewskiej Mości, zawróciłem czemprędzej, by tobie, Miłościwy panie, dać odpowiedź. Mówiłem Padelli, że Bulbo, pierworodny syn jego, życiem za życie królewny zapłaci. W odpowiedzi rzekł: „na dworze moim mam dwudziestu synów, z których każdy tyle wart, co i Bulbo”. Poczem rozkazał nieludzkim siepaczom zabrać się do roboty.
— Nieludzki ojcze! nieszczęśliwy synu! — zawołał Lulejka. — Hej, służba! niech idzie który i przyprowadzi mego jeńca, księcia Krymtatarji, Bulbę!
Pod eskortą dwóch żołnierzy nadszedł książę Bulbo.
Bulbo był bardzo zadowolony z niewoli, bo nie potrzebował turbować się o nic i nie słyszał nieustannego zgiełku i wrzawy wojennej. Na rozkaz królewski przerwał na chwilę partyjkę „djabełka”, w którego grywał ze strażą od rana do wieczora.
— Biedny mój Bulbo! — zaczął król, obrzucając swego jeńca spojrzeniem pełnem współczucia — muszę podzielić się z tobą bardzo smutną wiadomością (jak widzicie, Lulejka oględnie przygotował Bulbę do tego, co miał usłyszeć). Krwiożerczy rodzic twój skazał na śmierć królewnę Różyczkę, to jest Rózię, Rózię zamordować rozkazał. Tak, mój książę Bulbo!
— Zamordować Rózię? Bu-u-u! — ryknął płaczem Bulbo. — Naszą śliczną, słodką Rózieńkę! Na całym świecie niema milszej dzieweczki od niej, tysiąc tysięcy razy wolę ją od Angeliki!
Rozpacz Bulby była taka szczera, a sposób wyrażania jej tak pełen prostoty, że rozrzewnił Lulejkę