Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXXVI.

Z pogardy znakiem — koło ciebie święta!
Jakże-ż już długo krążę jak szaleniec?
A dusza wstydem, żalem, bolem ścięta
Jak ciężkich grzechów biedny potępieniec
I pocałunek i klątwę pamięta
I te dwie noce w wspomnień wplata wieniec —
A na umarłych marzeń mych pogrzebie
Widzę li ciebie, zawsze tylko ciebie!

I zawsze w krwi gorącej szturmowaniu
Pragnie cię dusza, twoich form łakoma,
A w tem rozkosznem piękności wskrzeszaniu
Ty żyjesz wiecznie w mózgu anatoma!
Jak Afrodytę w morskiem zmartwychwstaniu
Rodzi cię dla mnie siła niewidoma,
Rodzi cię żądza szalona bezbrzeżna!
Jak olimpijska miłość tak lubieżna...