Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I niepamiętny i oszołomiony
Tonąłem jeszcze w oka jej przezroczu —
I nie widziałem dumy cudzej żony,
Pijąc aromat z złotego warkoczu,
Kiedy z pogardą i z gniewem Junony
Krzyknęła do mnie ona: „Precz mi z oczu!“
I jeszcze stałem z czołem potem zlanem,
Gdy powtórzyła: „Precz! Pogardzam panem!“ —