Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
XXXV.

Ojciec i hrabia wkrótce wyjechali,
Siać między bracią ziarna Fosforytu.
A mnie się w żyłach nowa miłość pali,
Pełna rozkoszy, burzy, łez i zgrzytu,
A choć się sztuki biały anioł żali,
Nie chcę tej martwej poezji zachwytu —
A chcę całować ją... w objęciu ramion
Czarem błękitnych oczu jej omamion!

... I w noc gwiazdzistą jak wąż się wśliznąłem
I śpiących kwiatów zdeptałem kielichy.
Z bijącym pulsem, z rozpalonem czołem,
W lot wyśpiewałem szept miłości cichy,
Petem w oddechu jej... pragnieniem drgnąłem,
Pełnem szaleństwa, ognia, siły, pychy —
I pocałunek wyrwać chcę przemocą,
W krew mi rzucony ową pierwszą nocą.