Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jak bóbr rozpłakał się poczciwy Jerzy,
Tak mu to słowo serce rozrzewniło;
On swoje siły wciąż zapałem mierzy,
Chwycił za kamień i pieści się bryłą —
Smutne hrabiego oko w znak, że wierzy,
Szlachetnym ogniem też się ożywiło —
Ojciec mój krzyknął: „A więc popieracie?“
A hrabia szepnął: „Idę z tobą bracie!“

Wyszedł Gozdawa rady i natchniony,
A przyjaciele długo coś szeptali...
I z ludzkiej złości tajemnej osłony
Zwalone bogi znowu powracali:
Promienna postać nieskalanej żony
I Roman Zero w niezłomanej stali —
A ten, co rozbił już miłości czary,
Na piersi druha święcił powrót wiary...