Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXIX.

„Janie! — zawołał gość — czy ty pamiętasz,
Jak my w młodości razem wciąż chodzili
Na wielkiej sławy spustoszały cmentarz?
I, jak ja kląłem w omamienia chwili
Ojcowskiej zbroi zmarniały inwentarz,
Za to, że wrogi z niej nas rozzbroili?
Ty szlachetniejszy, czcząc umarłych kości,
Szukałeś w grobach ziarna dla przyszłości!“

„Janie, ty milczysz? Nie poznajesz brata?
Czyż mnie tak zmienił kurz żywota dymny,
Że mnie z twej duszy jak samum wymiata?...
Druhu, och, powiedz na młodości hymny
I na najdroższe zaklinania świata,
Czemu tak stoisz posągowo zimny?...
Zacinasz usta? Zdławić chcesz zgryzotę?
Czem nie powiedziesz mnie na tę Golgotę?...“