Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXV.

„Nie sil się panie... Daremny twój prolog!
Chcesz mnie ztąd wynieść do wielkiego tłumu?
Każdy z was prorok i programatolog;
Niemam ja dla was ucha ni rozumu!
Czegoż chcesz, panie? Jestem ideolog
I nie pojmuję waszych stronnictw szumu.
W tej napowietrznych gońców głośnej lidze
Słyszę szum skrzydeł, lecz orła nie widzę.

„Ja zapatrzony na dziadów szkielety
Gardzę gonitwą ich potomków żywych,
Tych, co do Polski mesjanicznej mety
Stają w rynsztunkach samowoli mściwych,
I tych, co pragną w liberjach podniety
Dla serc bez dumy i dla karków krzywych —
I darmo szukam polskiej myśli lotu
W tańcach służalstwa i w szałach wywrotu!