Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I w wesołości, w śmiechu do ogrodu
Wzięto Hugona. A młodziutka Mania
Na wonnym klombie wśród słońca zachodu
Kwiatów pancerze i serca odsłania,
I z róż, fijołków, mirtów rodowodu
Ich symboliczne znaczenie wydzwania —
I szczebiotali długo — on i ona;
Janina stała dziwnie roztkliwiona.

A tam w salonie doktor Kąkol z Janem
Został i grzbiet ułożył w kształt zygzaku,
I począł właśnie słowem przekonanem
Mówić o wielkim nowych prądów znaku,
I chciał do twierdzy dobić się taranem,
Ale go hrabia zaraz zbił ze szlaku,
I przerwał mówcy w toku opowieści
Na pół w spokoju, a na pół w boleści: