Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XLII.

Cóż to widziałem w chaos rozesnuty?
Ileż to razy z przerażenia drgnąłem?
Bóg i centaury, małpy i mamuty,
Zimny mój tułów oplatały kołem,
Nogi mi kąsał szatan pełen buty,
Boa mi głowę w miazgę darła czołem —
Żadna fantazja ludzka nie odsłania
Takich okropnych cudów obłąkania!

O obłąkanie, ty nicestwa gończe!
Milczysz na chwilę w przełomowej dobie?
Resztkami mózgu piszę dalej, kończę,
I samowiedze w chorej czaszce żłobię
I wskrzeszam rozum... zanim krew wysączę,
Sam winowajca i sam sędzia sobie —
Choć wiem, że w takiej kończy żywot roli
Parjas niemocy, nie bohater woli!