Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tylko z rozwianych włosów wciąż mi błyska
Iskra po iskrze w piekielnym zapale,
Tylko na piersi zwierzę bez nazwiska
Siedzi i pije moją krew zuchwale,
Z rozwartem nozdrzem całą pierś mi ściska...
Wreszcie chcę uciec w prześladowczym szale,
I padam we drzwiach zbity, potem zlany —
To jest delirium... jestem obłąkany!

Mróz mi na dworze w nędzną twarz uderzył,
Rozsiał i rozwiał widziadła po śniegu.
A gdy wróciłem — jeszcze mi się szczerzył
Ogón pantery i padalec w biegu!
Nareszcie świat ten wymarł i już nie żył,
Spokojnie leżą kamienie w szeregu —
I napisałem z realizmem Zoli
Tragedję mózgu — choć to bardzo boli!