Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A drugie w kraju zostawił z potopem
Łez, co padały wśród więzień ciemnoty! . . .
Ale ten ślepy Kyklop – on skałami
Jeszcze na wroga ciskał w swym frasunku
Tylko niestety! nie w jednym kierunku,
Bo pierś swą własną stargał niezgodami!...
Lecz on był wielki ojczyzny miłością
Mimo robaków, co się w nim wylęgły,
O! byt ogromny Bogów ogromnością, –
I za kraj cały kiedy się rozprzęgły
Siły, miał siłę – gdy kraj usnął, czuwał,
Jego się każdym grzechem gorzko sfruwał,
I gromem budził, jak lwa uśpionego
Choć sam marł z nędzy i smutku wszelkiego,
Choć nieraz gawiedź mu się urągała,
Co przekleństw jego niegodna się stała! . . .
To najsmutniejsza dziejów naszych karta,
I nieczytelna, bo łzami zatarta –
Ale ogromna, w pioruny pisana,
Z ranioną ręką, geniusza Tytana! . . .
On iskrę Twoją uniósł o narodzie
By ją ciemności Cary niezdławiły,
Jak Prometeusz, w mękach, żalu, głodzie
Żył – gdy mu sępy wnętrzności krwawiły –
Pociechą jego bywało jedyną –
Że czasem iskrę odrzucał ciemnościom –
I wtedy jego czyniono tu winą
Że gasła marnie na tryumfy złościom!
Toż jego dziejów każde pulsowanie,
Złączone z naszém i naszą przyszłością –
Ach co cierpieli oni! . . . z swą stałością
Tego niewidzim dziś – ale zaranie
Okaże – że niemniej jak kraj cierpieli,
Smętną radością do grobów się śmieli! . . .
Toż grób każdego z nich dla nas – świętością!
O bracia starsi! wy dziś miłościwie
Pobłosławcie młodych, co tęskliwie
Za Wami prężą ramiona! . . .

1863.