Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I myśl twą rozweselą, jasne, przyszłe światy
Wskazując, co przyjść muszą – późniéj albo wczaeśniéj
Czyż kiedy nasza Polska tak wysoko stała? . . .
Ach! byle się z téj drogi tylko nie cofała . . .

1864.




Wiersz o Emigracyj.

Kiedy przygniotła przemoc Polski życie,
Oni z niej wyszli spłakani o święcie,
Wywędrowali w swych piersiach z ranami,
I dla miłości swej rodzinnéj ziemi
Umierać się w niéj wyrzekli, z krwawemi
W duszach Tytanów, tęskniąc boleciami,
Co ich budziły by niezasypiali! . . .
I po garsteczce ziemi swojéj brali
By nią konając, oczy zasypali ! . . .
I założyli Polskę po za Polską,
Mogącą wolno rozwijać się, czuwać,
Mogącą kraju być arfą eolską
Z nim żyć, jego się truciznami struwać!
I wężych jadów zatrute ostatki
Z Polski nóg wyssać – jak z nóg rannéj matki
I truć się samym – byle ona żyła,
Choćby ją nędza – ich wygnań żywiła! . . .
I między niemi byli wielcy męże,
Z posłannictw ducha jasnemi gwiazdami,
Co byli gromni nad jasne oręże,
Piorunów własnych spaleni ogniami! . . .
Och! lecz straciwszy ziemię pod nogami.
Stracili zdrowia jéj błogostawieństwo,
Poczęli chadzać różnemi stronami
Podarci jako szata! . . . Co przekleństwo
Niezgody taka ciasną uczyniło,
Że ją rozdarto własne społeczeństwo
A szmaty jako sztandar wywiesiło!
I wśród cierpienia – stali się Kyklopem,
Co jedno oko – wypłakał z tęsknoty.