Strona:Władysław Tarnowski - Krople czary - cz. I i II.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Coraz to krwawsza łóna się wyłania,
Ogniem pożarów, purpurowe morze
Spływa, i promień świateł zmartwychwstania
Strugą w świat płynie . . . już skowronki gwarzą,
Niedługo słońce wstanie jasną twarzą,
Już go jaskółka tu, pod kratą moją
Wieści u gniazda . . . już skowronki gwarzą,
W błękit wzniesione hymn poranku stroją . . .
Dziś więc ostatni! poranek męczeństwa –
Żal za boleścią . . . o! wszak ona tylko,
Tu mi na świecie . . . była z każdą chwilką
Siostrą jedyną – wśród szyderstw przekleństwa . . .
O! żal boleści . . . o! żal mi męczeństwa!
Ha! tam już słyszę – po schodach stąpanie –
Oprawcy moi – oswobodziciele!
Idą już po mnie – a jednak o Panie,
Jam tak spokojny – I czuję wesele . . .
Jakbym przy jasnym zmartwychwstań aniele
Miał już bez męki wzlecieć, w twe przestrzenie –
Za chwilę – żegnaj o! moje więzienie!
Żegnaj o trawko, wzrosła u méj kraty,
I ty pajączku . . . prządź tu jak przed laty,
I ty jaskółko! dziś mój duch skrzydlaty
Tak pożegluje do ojczyzny wiecznéj,
Służyć, modlitwą – tam Polsce słonecznéj –
O! żal mi tylko, że tu – tylu braci
Zostawiam smutnych . . . o! a smutniéj jeszcze,
Kilku wesołych – co śpią, kiedy kaci
Ciało ojczyzny biorą w piekieł kleszcze!
Idą – a mnie tak błogo – tak spokojnie,
I w duszy mojéj tak jasno, tak strojnie,
Jakby ją arfą swoją – Bóg nastroił,
Z któréj się rój aniołów tam wyroił!
Klękam o Panie – i z ręką na łonie,
Łańcuchem hymny zmartwychwstania dzwonię!
O! dzięki, żeś mnie niegodnego, męzką
Duszą – i palmą obdarzył męczeńską,
Prawda – jam mały, ale wielką siłą,
Kochałem Ciebie – i ojczyznę miłą! . . .